Do tej pory
przeczytałam wszystkie książki pani Gąsiorowskiej, i muszę
przyznać, że tylko po Primabalerinę sięgnęłam dwa
razy... Tak, właśnie, przeczytałam ją dwa razy – raz za
razem...
Przy pierwszym
czytaniu polubiłam Ninę, przy drugim wręcz ją pokochałam –
stała mi się bliska, jak siostra. Początkowo podeszłam do niej z
dużym dystansem – myślałam, że będzie ciągle niepewna siebie,
niezdecydowana, nieśmiała, jednak bohaterka zaskoczyła mnie
pozytywnie. Nina przechodzi znaczącą przemianę – staje się
odważna, nie boi się wyzwań i zmian, jakie pojawiają się w jej
życiu. Po części sprawcą tej przemiany jest Igor – jej
przyjaciel, po części także Lwów – magiczne miasto, do którego
los sprowadza naszą miedzianowłosą bohaterkę. Osobiście nigdy we
Lwowie nie byłam – jednak ta książka sprawiła, że zapragnęłam
pojechać tam i iść śladami Niny, zobaczyć te piękne kamienice,
fontanny, spróbować tradycyjnej, ukraińskiej kuchni.
Książka spełniła
moje oczekiwania – jest w niej tajemnica, interesująca i
nieszablonowa bohaterka, jak również miłość... czyli to, co jest
według mnie najważniejsze w powieści obyczajowej. Nie chcę
zdradzać fabuły, gdyż każdego gorąco zachęcam do bliższego
poznania Niny – być może zauroczy Was tak, jak mnie. Polecam
przeczytać tę książkę co najmniej raz... gdyż za każdym
kolejnym czytaniem odkrywamy coś nowego. Pani Dorota Gąsiorowska
wykazała niezwykły kunszt i znajomość tematu i należy to
docenić. Szczerze przyznaję – jestem tą książką oczarowana i
zapewne sięgnę po nią i trzeci, i czwarty raz...
Brzmi ciekawie...gdybym tylko miała chwilę na czytanie to z pewnością sięgnę po tą książkę :)
OdpowiedzUsuń