czwartek, 12 maja 2016

NIKO - książeczki wielokrotnego użytku

Dzisiaj chciałabym pokazać bardzo interesujące książeczki wielokrotnego użytku z wydawnictwa Niko https://www.facebook.com/WydawnictwoNiko/?fref=ts Książeczki posiadają pisak, który łatwo się ściera, także dziecko może kilkakrotnie powracać do swoich ulubionych rysunków.
Mój synek ma 3 książeczki (w tym jedna jest dla dziewczynek, ale jemu się podoba, więc zostawiłam). Książeczki są dość duże, mają śliskie, błyszczące strony, które także są mocne (ciężko je przedrzeć, co przy trzylatku jest wielkim plusem).

 Synek jest bardzo zadowolony, często przegląda obrazki, rozpoznaje różne kształty i zwierzęta. Rysowanie jeszcze mu za bardzo nie wychodzi, ale spodobało mu się ścieranie, więc wytrwale rysuje, żeby sobie to zetrzeć za chwilę :)
To nasze pierwsze tego typu książeczki, ale myślę, że nie ostatnie. Bardzo fajna zabawa dla dziecka, a dla mnie - jako mamy - to wielka przyjemność przyglądać się, jak dziecko z zainteresowaniem wypełnia kolejne strony (a potem ściera i od nowa) :)

środa, 13 kwietnia 2016

Spiderman - rybka od Baby Jagi

Dzisiaj dla odmiany post nieksiążkowy :)

Od kilku dni mój synek testuje bardzo fajną poduszkę uszytą przez panią https://www.facebook.com/ubabyjagi/?fref=ts 
Poduszka jest solidnie wykonana, zaskoczyła mnie jej wielkość (spodziewałam się o wiele mniejszej).

Kolory są żywe (zdjęcie z telefonu niestety nie pokazuje prawdziwej barwy), a detale starannie wykończone (nigdzie nie znalazłam wiszącej nitki czy choćby drobnego niedoszycia). 
Mój synek jest wielkim fanem Spidermana, dlatego, gdy tylko zobaczyłam ten materiał w zasobach "U Baby Jagi" to wiedziałam, że nasza rybka poduszka musi być właśnie taka, choćby nie wiem jak dziwnie to wyglądało :) Na szczęście rybka wygląda bardzo dobrze, Spiderman nie psuje jej wyglądu (ech, powtarzam się, wiem, ale lepiej tego nie ujmę). Mogę pochwalić również kontakt z panią prowadzącą stronę "U Baby Jagi" - nie skrytykowała mojego niestandardowego zamówienia, doradziła, co jeszcze dodać, by rybka wyglądała jak rybka (nawet z tym Spidermanem), zawsze odpisywała szybko i sprawnie na każde moje pytanie.
Radość mojego dziecka, gdy tylko wyjęliśmy poduszkę z koperty była ogromna. Śpi z nią codziennie, codziennie też opowiada mi, że "jibka jeśt blu i led i jeśt śpajdel". 
Mogę powiedzieć tylko jedno - polecam. Polecam i panią, i kontakt i, przede wszystkim, wyroby, bo są naprawdę tworzone z sercem. 

wtorek, 12 kwietnia 2016

Mówiąc inaczej


Książka wciągnęła mnie od pierwszego zdania. Autorka w prosty sposób opisuje błędy językowe i wskazuje, jak powinno się poprawnie mówić. Autorka ma interesujący styl pisania – nie moralizuje, nie pokazuje „wyższości znawcy” języka, a wręcz przeciwnie, przywołuje swoje błędy językowe, pozbywa się niektórych złych nawyków, jest jak najbardziej autentycznym użytkownikiem języka.

     Z książki pani Mikuły dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, większość znanych informacji odświeżyłam i utrwaliłam. Bardzo podobało mi się, że najważniejsze wiadomości są wyróżnione, autorka zadbała też o testy sprawdzające,które mają na celu zbadać jak świadomość czytelnicza odbiorców zmienia się po lekturze „Mówiąc inaczej”.


     Momentami miałam wrażenie, że książka powstała, by autorka mogła wytłumaczyć się z błędów, które wytykają jej użytkownicy Youtube podczas filmików. Moim zdaniem tych tłumaczeń było trochę za dużo. Książka broni się sama, nie widzę potrzeby tłumaczenia się i usprawiedliwiania.  

     Polecam książkę pani Pauliny Mikuły, jest naprawdę dobrze napisana i porusza ciekawe tematy. Nie jest to typowy podręcznik akademicki i nie trzeba być polonistą, żeby go zrozumieć. Myślę, że książka zaciekawi każdego, kto chociaż czasem zastanawia się nad tym, co mówi i przede wszystkim, jak mówi.  

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Nareszcie wolna

Mahtob Mahmoody


     Przyznam szczerze, że nie czytałam „Tylko razem z córką”, ale historia matki i córki więzionych przez ojca w kraju, który był miejscem działań wojennych jest mi jak najbardziej znana. W książce pt. „Nareszcie wolna” ukazany jest punkt widzenia córki – tej małej dziewczynki, naocznego świadka, uczestnika wydarzeń. Część, w której autorka opisuje wydarzenia z najmłodszych lat swojego życia, włącznie do momentu ucieczki nie jest przesadnie „rozwleczona” czy udramatyzowana. Autorka przede wszystkim skupia się na swoich przeżyciach i sposobie powrotu do normalnego życia po tak trudnym dzieciństwie.
     Muszę przyznać, że to, co Mahtob przeżyła w Iraku było przerażające, jednak jej późniejsze życie – egzystowanie w ciągłym strachu, niezliczone przeprowadzki, głuche telefony, wreszcie wyniszczająca choroba – to aż zanadto nieszczęść jak na jedną osobę. Podziwiam ją, za wytrwałość, życiową mądrość i przede wszystkim umiejętność wybaczenia.

     Książka miała być swego rodzaju terapią, próbą pogodzenia się z własnym życiem, rozliczeniem z ojcem, uporządkowaniem faktów. Myślę, że to nieszczęście, które spotkało Mahtob i jej mamę, które doświadczyło te kobiety, spowodowało też coś dobrego, właściwie poruszyło „lawinę” zmian w amerykańskim prawie, zapobiegło uprowadzeniu kilkudziesięciu dzieci i przede wszystkim nagłośniło problem porwań rodzicielskich.  

poniedziałek, 8 lutego 2016

Ptaki drapieżne...

 

Miałam ostatnio przyjemność przeczytać niezwykłą książkę – inną, niż wszystkie dotychczas przeczytane. Ptaki drapieżne to historia Lucjana Wiśniewskiego, świadka II wojny światowej zaangażowanego w działalność AK. Książka jest pisana na zasadzie wywiadu, ale też nie brakuje w niej wstawek tłumaczących niektóre treści, podających dokładne i rzetelne, encyklopedyczne notatki. Muszę przyznać, że byłam przygotowana na historię taką jak wszystkie – w której powielany będzie mit bohatera, cierpienia i poświęcenia. Książka zaskoczyła mnie – mit upadł, bohater zaczynał na partyzantce „z krowami”. Sama tematyka książki – zlecanie zabójstw, walka, wojna, sumienie – dała mi inne spojrzenie na wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat. Nastoletni chłopcy, dzieci jeszcze, musieli zabijać jednych, by pomagać przetrwać innym. Książka pokazuje nam, jak w zastraszająco szybkim tempie ci chłopcy musieli dorosnąć, stać się bezwzględnymi likwidatorami, wyzbyć się współczucia (a może właśnie mieć go jeszcze więcej?) i walczyć, zabijać, nie dać się zabić.
Dzięki tej książce zmieniłam swoje spojrzenie na wydarzenia drugiej wojny światowej, niektóre treści, do tej pory niezrozumiałe i zawiłe stały się jasne, mogę je teraz umieścić w tym strasznym świecie wojennej zawieruchy, mogę znaleźć ciąg przyczynowo-skutkowy i trochę bardziej „zrozumieć”...

Nie chcę zdradzać treści książki, po prostu polecam ją wszystkim, którzy lubią i interesują się historią.  

sobota, 30 stycznia 2016

Dorota Gąsiorowska - "Primabalerina"

Do tej pory przeczytałam wszystkie książki pani Gąsiorowskiej, i muszę przyznać, że tylko po Primabalerinę sięgnęłam dwa razy... Tak, właśnie, przeczytałam ją dwa razy – raz za razem...
Przy pierwszym czytaniu polubiłam Ninę, przy drugim wręcz ją pokochałam – stała mi się bliska, jak siostra. Początkowo podeszłam do niej z dużym dystansem – myślałam, że będzie ciągle niepewna siebie, niezdecydowana, nieśmiała, jednak bohaterka zaskoczyła mnie pozytywnie. Nina przechodzi znaczącą przemianę – staje się odważna, nie boi się wyzwań i zmian, jakie pojawiają się w jej życiu. Po części sprawcą tej przemiany jest Igor – jej przyjaciel, po części także Lwów – magiczne miasto, do którego los sprowadza naszą miedzianowłosą bohaterkę. Osobiście nigdy we Lwowie nie byłam – jednak ta książka sprawiła, że zapragnęłam pojechać tam i iść śladami Niny, zobaczyć te piękne kamienice, fontanny, spróbować tradycyjnej, ukraińskiej kuchni.

Książka spełniła moje oczekiwania – jest w niej tajemnica, interesująca i nieszablonowa bohaterka, jak również miłość... czyli to, co jest według mnie najważniejsze w powieści obyczajowej. Nie chcę zdradzać fabuły, gdyż każdego gorąco zachęcam do bliższego poznania Niny – być może zauroczy Was tak, jak mnie. Polecam przeczytać tę książkę co najmniej raz... gdyż za każdym kolejnym czytaniem odkrywamy coś nowego. Pani Dorota Gąsiorowska wykazała niezwykły kunszt i znajomość tematu i należy to docenić. Szczerze przyznaję – jestem tą książką oczarowana i zapewne sięgnę po nią i trzeci, i czwarty raz...  

środa, 11 listopada 2015

Nic bardziej mylnego!

Długo mnie tu nie było... Bardzo długo...
Dziś, przy święcie ważnym dla każdego Polaka siadam na chwilę, by napisać Wam o książce, którą niedawno skończyłam czytać. Książka ta jest inna niż wszystkie dotychczas tu opisane. Nie jest to powieść, dramat, romansidło czy fantasy. Książka Radka Kotarskiego pt. Nic bardziej mylnego jest zbiorem 50 artykułów, w których obalane są powszechnie znane tezy, mity dotyczące m.in. historii, zwierząt, popkultury...
Czytałam ją bardzo długo... bardzo, bardzo... Było to dla mnie zaskoczeniem, gdyż zazwyczaj pochłaniam książki w dwa popołudnia. Myślę, że sama forma książki nie pozwala na jej natychmiastowe pochłonięcie. Nad opisanymi mitami trzeba dość porządnie się skupić, gdyż wywód zawiera wiele odniesień, przykładów, autor momentami przywołuje różne historie, czasami miałam wrażenie, że gubię główny wątek. Mity te skłaniają do przemyślenia, weryfikacji, dlatego też po 2 czy 3 dobrze jest zrobić sobie przerwę.
Jak już wspominałam, artykuły te dotyczą różnych popularnych faktów, prawd, które są powtarzane, jednak nie wiadomo, gdzie się zaczynają i czy są autentyczne. Autor rozprawił się z każdą z nich udowadniając, że często za nieomylną prawdę bierzemy całkowicie niesprawdzony, a powtarzany przez ogół fakt. Samo zjawisko powoływania się na prawdziwość danej informacji ze względu na takowe uznanie jej przez grupę sprawia, że stawiamy się w dość niekorzystnym świetle. Sama się przyznaję, niektóre z tych mitów rzeczywiście powtarzałam i uważałam za prawdziwe, bo przecież mama/babcia/ciocia tak mówiły, a one to wiedziały od swoich mam,babć czy cioć, więc to musiała być prawda...
Autor wykazał się rozległą wiedzą na rozmaitych obszarach kręgów tematycznych. Zaskoczyły mnie jego skrupulatne badania, szukanie informacji „u źródeł”, próby dokopania się do samego dna danego mitu. Wskazuje to na niezwykłą erudycję pana Kotarskiego. Sposób opisu tych historii też jest ciekawy, choć, jak już wspominałam, momentami autor tak szybko przeskakuje z jednego faktu na drugi, że chwilami gubiłam wątek.
Czy polecam tę książkę? Zależy komu... Przeczytałam ją, gdyż uczę w szkole historii, a jeden z jej rozdziałów obala popularne mity historyczne (wzrost Napoleona, zacofanie średniowiecza) i myślałam, że będą tam informacje, którymi zaskoczę moich uczniów. Niewątpliwie jest grupa osób, której mogę polecić tę książkę – są to osoby dociekliwe, które lubią wszystko o wszystkim wiedzieć. Polecam ją także osobom, które interesują się historią i popkulturą, myślę, że Was nie zawiedzie. Ja osobiście mam mieszane uczucia – z nóg mnie ta książka nie zwaliła, jednak momentami zaciekawiła, czegoś nauczyła.

PS. W rozdziale dotyczącym obrony średniowiecza przed powszechną opinią o jego zacofaniu pan Kotarski wspominał o różnych wynalazkach, które właśnie w średniowieczu powstały, zapomniał jednak o jednym ważnym, średniowiecznym wynalazku, używanym do dziś... o guzikach :) Jeszcze jako studentka filologii polskiej uczęszczałam na wykład z literatury staropolskiej z bardzo inteligentną panią profesor, która miała rozległą wiedzę na temat średniowiecza, a do tego opowiadała nam o tym z prawdziwą fascynacją i przekonaniem. Pani profesor na jednym z wykładów podjęła się obalenia tego mitu i też wskazywała na różne wynalazki, które ułatwiają nam życie do dziś, mi w głowie utkwiły właśnie te guziki, gdyż to niewątpliwie ważny wynalazek.