sobota, 31 stycznia 2015

Clive Cussler "Wybrzeże Szkieletów"

Książka Clive'a Cusslera była pierwszą, którą przeczytałam w tym roku. Początkowo trochę męczyłam, jednak tak mniej więcej po 100 stronach całkowicie popłynęłam... Nawet Adaś nie był w stanie mnie oderwać (i przez moje zaczytanie mam teraz długopisowe graffiti na pół ściany w salonie, ta cisza była jednak podejrzana). Książka zawiera w sobie trzy wątki, które w pewnym momencie się łączą. Akcja wręcz pędzi jak oszalała, wydarzeni następują po sobie w bardzo szybkim tempie.
Oregon potrafi zadziwić, potwierdza przysłowie, że nie ocenia się książki po okładce. Juan jest barwną postacią, jego wiedza i doświadczenie pozwala mu na sprawne kierowanie zaplanowanymi akcjami. Sam Juan - mimo że samodzielnie też potrafi siać niezły postrach - byłby dość ograniczony w działaniach, gdyby nie świetnie wyszkolony, kompetentny zespół, który zna się tak dobrze, że wydawać by się mogło, że momentami czyta sobie w myślach.
Jeśli ktoś lubi dobre powieści przygodowe, osadzone we współczesnej Afryce z całym jej politycznym zamieszaniem, to jak najbardziej polecam. Autor zna się na rzeczy, sam jest podróżnikiem, z jego pracy można wynieść wiele zaskakujących informacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz