Kilka miesięcy temu zmarła babcia mojego męża. Miała 85 lat, była porucznikiem, choć nigdy nie była w wojsku. Dostała odznaczenie, gdyż w czasie wojny pomagała uwiezionym żołnierzom nosząc im w tajemnicy jedzenie i listy od rodziny. Kilku żołnierzy ukrywała w swoim domu, roznosiła ulotki i robiła jeszcze wiele innych rzeczy, o których pewnie nie wiem. Najgorsze w tym wszystkim, że tak naprawdę dowiedziałam się o jej zasługach dopiero po jej śmierci. Znałam ją kilka lat, poznałam jeszcze przed moim ślubem z jej najstarszym wnukiem. Przez cały ten czas miałam dość negatywne zdanie o niej, wyrobione głównie przez opinie innych członków rodziny. Teraz z perspektywy czasu żałuję, że tak łatwo uwierzyłam w to, co mówiła teściowa, a nie dowiedziałam się wszystkiego bezpośrednio u źródła.
Jakiś czas temu teściowie robili porządek w pokoju po babci. Teściowa dość się porządziła, bo w tajemnicy przed swoim mężem (synem babci) powyrzucała wszystkie pamiątki babci. Do pieca poszedł list pradziadka mojego męża, napisany prawie 70 lat temu, jego modlitewnik jeszcze starszy od listu, pudełka pocztówek zbierane przez babcię przez prawie całe życie, i wiele innych rzeczy. Żeby nie było, że teściowa całkiem wyczyściła dom z rzeczy po babci, zostało trochę plastikowych zabawek, maskotek, lalek, które leżą w kartonie w kuchni i które wnuczka teściowej rozkłada na czynniki pierwsze.
Podczas ostatniej wizyty teściów w naszym domu - mieszkamy w sąsiednim województwie, 250 km od siebie - dostaliśmy w prezencie duży, stary zegar z pokoju babci Czesi (pewnie nie zmieścił się do pieca dlatego przywieźli). Zegar nie jest ładny - jest obdrapany, elementy ozdobne są krzywe i niewymiarowe, trzeba go nakręcać co jakiś czas, bo przestaje chodzić. Długo zastanawiałam się, gdzie go powieszę w moim nowym domu, gdzie już mam dokładnie zaplanowane rozmieszczenie obrazów, zdjęć, mebli. Widziałam, że mężowi zależy na tym zegarze, dlatego też po wielu namysłach zegar zawisł w salonie, przy stole. Adasiowi od razu się spodobał, cały czas pokazuje na niego i mówi - cyk, cyk .
Od dwóch dni cyk cyk wisi w salonie, cyka głośno, dzwoni jeszcze głośniej (szczególnie 12 wybić o północy potrafi wybić każdego ze snu). Będę musiała się przyzwyczaić, bo mąż zachwyca się jego dźwiękami. Ten zegar, w naszym cichutkim domu, gdzie do tej pory były jedynie zegarki cyfrowe, wprowadza trochę hałasu, ale też i życia. I naprawdę, ładnie cyka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz