środa, 18 marca 2015
Izba chorych
Mój dom od trzech dni jest niczym izba chorych. Młody chory, mąż chory, a i mnie coś "bierze". Nawet mama przyszła dziś w odwiedziny jakaś markotna, obolała. Tata sępił ode mnie Apap. Tylko brat się trzyma, co dziwne, bo biorąc pod uwagę jego "niehigieniczny tryb życia", to powinien od dawna leżeć w łóżku (swoim oczywiście - choć dla niego to nie takie oczywiste). Jedyny pozytywny aspekt chorowania - więcej czasu na robótki ręczne - tak, tak... robótki. Po raz pierwszy uszyłam sama, igłą i nitką, hand made - komin dla synka. I jestem z tego dumna, a co :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz